W labiryncie ludzkich spraw

Wpis

środa, 23 stycznia 2013

Po przerwie...

Wracam do pisania po dłuższym czasie.

   Nie jestem blogerem, więc nie mam wyrzutów sumienia. Po prostu życie prywatne jest dla mnie ważniejsze od kompa czy internetu. Jakbym umiał pisać prawdziwe blogi, miał do tego smykałkę to pewnie umiałbym na tym zarobić i w tedy byłoby to moje utrzymanie.

   Przez ten dłuższy okres dużo się niestety zmieniło. Część na plus część na minus.

   Zacząć muszę od najmniej przyjemnych chwil. Po długiej walce z rakiem zmarła „niedoszła teściowa”. Zmarła dwa dni przed naszym ślubem. Najbardziej mi przykro, że nie zdążyłem osobiście powiedzieć, że dla mnie od zawsze było jak mama. Nie wahała się mnie krytykować, jak i chwalić. Przykro było też patrzeć jak przez ostatnie kilka miesięcy cierpiała w bólach i walcząc psychicznie. Minął miesiąc i jakoś wszystkim udało się jako tako wrócić do codzienności. Niestety pamięć o Niej boli…

   Potem musiałem zezłomować mojego ukochanego escorta, który nigdy mnie nie zawiódł. Niestety jak to ford za dużo ubytków blachy żeby w sadzać w niego kasy. Na szczęście nie miałem problemu odzwyczajenie się od własnych czterech kółek na rzecz autobusów. O tyle to dobrze, że mieszkam na wsi i trzeba jakoś dostać się do miasta do pracy i z powrotem. Mój teściu by tego nie przeżył, prędzej by jeździł jakimś kaszlakiem niż MZK. Pewnie wielu jest takich co by tego nie przeżyli, tak jak wielu nawet kilkaset metrów po chleb jeżdżą samochodem.

   W końcu udało się wziąć ślub. Cywilny jak cywilny, ale przynajmniej dla Państwa jesteśmy zgodnie z prawem. Może kiedyś weźmiemy kościelny jak ustanie żałoba. Ale tu znów trzeba napisać o czymś negatywnym.

   Znów zwróciliśmy się do proboszcza o chrzest Naszego dziecka. Niestety znów musiał pokazać kto tu rządzi. Wręcz twierdził, że wcześniej u niego nie byliśmy, że Nas w kościele nie widział. No to chyba stary sklerotyk jest też ślepy. Byliśmy w końcu w tej sprawie kilka miesięcy wcześniej i do kościoła chodziliśmy… Niestety ciągle ma coś do rodziny mojej żony co odbija się na Nas, zamiast na jej rodzeństwach czy rodzicach. Nie chciał też nam wydać zaświadczenia abyśmy mogli ochrzcić dziecko w innej parafii. Ciągle On ma mniemanie, że jest jakiś nad wyższy od innych. Dodam tylko, że jest znany w całym powiecie i żadna parafia nie chce z nim zaczynać bo widocznie umie kopać dołki pod innym. Ale chcąc mu pokazać, że są ważniejsi od niego, pojechaliśmy do miasta do samego prałata parafii, która de facto ma bazylikę. Opisaliśmy ze szczegółami cała sytuację, napisaliśmy oświadczenia do kurii z dopiskiem od prałata i od razu w pisał Nas na pierwszy termin chrztu jaki ma. W końcu nasze siedmiomiesięczne dziecko doczeka się chrzcin. Pewnie ktoś powie, ale czy rzeczywiście Oni wierzący i zasługują!!!. O tym wspomnę w wolnej chwili w następnym w pisie.

   Kolejnym plusem jest w końcu skończony remont mieszkania. Niestety z przeprowadzką poczekamy. Teściu chce jechać do pracy za granicę i ktoś musi przypilnować domu. Lepiej już mieszkać w domu gdzie trzeba pilnować pieca i chodzić na mieszkanie gdzie pieca pilnuje sterownik. Sam nie wiem skąd mam tyle siły aby już dwa tygodnie specjalnie chodzić wieczorami do mieszkania aby grzać w te mrozy. W sumie nie mam daleko, bo tylko 10 minut piechotą, ale wracając do domu dopiero po 17, zjeść obiad,  mając dziecko, z którym zdążę pobawić się z dwie godzinki zanim pójdzie spać, mieszkanie i pozostaje tylko iść spać. Na nic nie ma czasu.

   Ostatnim plusem to chyba obniżanie stóp procentowych, przynajmniej kredyt na mieszkanie  maleje :)



Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
twierdak
Czas publikacji:
środa, 23 stycznia 2013 10:57

Polecane wpisy